29 stycznia 2025 r. w kawiarence Klubu Nauczyciela odbył się Turniej Jednego Wiersza organizowany przez Klub Literacki Nauczycieli.
Wyniki Turnieju: I miejsce Barbara Pluta; Wyróżnienia: Agnieszka Witkowska, Anna-Barbara Czuraj-Struzik, Grażyna Stawowska, Janusz Mrozowski
Zachęcamy do udziału w spotkaniach Klubu Literackiego Nauczycieli. Najbliższe spotkanie odbędzie się 27 lutego 2025 r. o godzinie 17:00. Tego dnia będziemy gościć poetki z Działdowskiej Kuźni Słowa
W czasie Turnieju zostały przeczytane wszystkie wiersze, zarówno te zgłoszone na maila, jak i te przyniesione przez przybyłych na Turniej uczestników. Organizatorki Maria Wardzichowska Woźniak i Marzanna Kołodziej również przeczytały wiersze, ale nie zostały one ocenione, choć docenione.
Wiersze oceniała komisja w składzie:
Małgorzata T. Skwarek-Gałęska – prezes Związku Literatów Polskich oddział w Łodzi
Magdalena Cybulska – poetka, krytyczka, członkini Związku Literatów Polskich oddział w Łodzi.
Wiersz nagrodzony I miejscem
Barbara Pluta
O b i e t n i c e
Że dal nie będzie już sina
Że z lombardu wykupisz dwa księżyce
Że nawet w mroku z mroku śmiać się będziemy
Obiecałeś
Niedaleko pada gruszka od wierzby
Wiersze wyróżnione:
Grażyna Stawowska
Kolacja
Zapalimy świece w kryształowych
świecznikach
usiądziemy do kolacji we dwoje
w domu jest takie ciepło i cisza
i biały obrus na stole
Nasze psy są z Nami- nieodłącznie
czekają na kąsek który im podamy
one lubią jeść z ręki
i leżeć pod stołem, kiedy My
przy kolacji
ze sobą rozmawiamy
A nasze rozmowy są długie
jak milczenie , które bywa czasami
nasze rozmowy są czułe
chociaż o chlebie rozmawiamy
rozmawiamy o chlebie i wodzie
która się w wino zamienia
o tym że zimno na dworze
i że w życiu tak dużo
jest cienia
świece już się dopalają w świecznikach
psy już drzemią pod stołem
a My nadal rozmawiamy
o tym, że dobrze jest jeść
kolację we dwoje
Anna Barbara Czuraj – Struzik
Alicja analizuje sprzeczność własnych myśli
Alicja nie zawsze lubi
swoje myśli
nic tylko szczerzą mleczne zęby
i uśmiechają się zgryźliwie
albo tajemniczo
takie tajne bractwo
podwójnie zakamuflowane
co to swoje wie i szeleści
na odwrót
bywa że gubią się w tłumie
wiercą jej dziurę w brzuchu
tak skutecznie
że mogłyby stanąć w szranki
z niejedną teściową czy mędrcem
na etacie zwłaszcza gdy
nie wszystko
idzie po ich myśli
natrętnie pokrętne uciekają
w kłamstwa
po cichu toczą bitwy zacięte
zuchwałe
kodują szyfrują gniazdują gadają
gubią się jesienią ze świtem spadają (najczęściej jak grom
z jasnego nieba
albo przypadkiem)
Alicja wyczuwa
że za kurtyną każdej myśli
jak jastrząb czai się krzykliwa nicość
albo szafirek wiosennej poezji
wirujący w obłokach sens
wysokiej sztuki
zupełnie jakby dyskrecja
i splendor złotousty
sączyły wino z jednego kielicha
choć ostatecznie i tak
będą kopały się
po kostkach
Agnieszka Witkowska
Wspomnienie pewnego upadku
Biegła, obwieszona laptopem,
torbami pełnymi książek.
Zbierała się do lewitacji pozornej,
uniesiona refleksją uczuciową.
Bliska lotu potknęła się
i upadła w chłodne popołudnie
bezchmurnego listopada.
Maleńka, nic nieznacząca nierówność,
niczym karateka,
położyła jednym ciosem
jej ciało będące w ruchu zmiennym.
Jęczy, wstać nie może,
powykręcane kostki.
Ego cierpi, że tak bez godności
trwa w poziomie,
biologiczna materia z aspiracjami.
Ludzie mijają bez słowa,
nie pochylając się nad upadłymi.
Niewidzialność, dematerializacja.
Za chwilę nastąpi teleportacja
do innego poziomu.
Przy piętach achillesowych
leży kobieta – człowiek?
Dziwne rzeczy dzieją się na tej ziemi.
Może to świadomość na chodniku?
Wszystkie hipotezy ucina
jedna osoba –
Pewnie musiała nadrobić drogi.
Cedzi delfickie wyrocznie,
krzycząc: pijana!
Jak nie kochać ludzi za ich przenikliwość
i oddanie sedna sprawie?
O, Profeci, na każdym metrze wspólnej drogi,
wiedzą więcej o moim i twoim życiu.
Janusz Mrozowski
śniłaś mi się aksamitnie
bławatkowo
rozrzuciłaś chmury pierzyn hen
na niebie
wargi rozświetlone rubinowym
dreszczem
wyszeptały najważniejsze z wszystkich
słów
świt różowy przymknął nam
powieki
strącił w sen leciutki niby
puch
Wiersze organizatorek:
Marzanna Kołodziej
Jeden dzień
otworzyć dzień wierszem
jak się otwiera prastare księgi Sumerów
o poszukującym nieśmiertelności Gilgameszu
w świecie między Tygrysem a Eufratem
w naszym świecie
między
pragnieniami i tęsknotami
za czymś większym od nas samych
zachwycić się wiszącymi ogrodami Semiramidy
wierzyć codziennie
od nowa
w cuda
wynalazek pisma i koła
które nie obracają się w popiół
nie tracić wiary
w moc słowa
siłę wiersza
nieśmiertelność
Maria Wardzichowska Woźniak
* * *
pochylający się nad tobą anioł
usypia cię
rozmawia z tobą
w tylko wam znanym języku
ni to modlitwa
ni prośba
ni kołysanka
odpowiadasz radością i uśmiechem
dajesz aniołowi
kolorową buźkę
przekomarzasz się
że jeszcze nie zaśniesz
że wszystko wokół
jest takie srebrne i dźwięczne
aż ci się kreci w głowie
próbujesz wyskubać nitkę
która łączy skrzydła
otulające cię puchem
a kiedy ją wyciągasz
opadają
chcesz je podnieść
na ramiona skrzydlatego gościa
ale są za ciężkie
jak twoje powieki
które też opadają
Maria Wardzichowska Woźniak
* * *
pochylający się nad tobą anioł
usypia cię
rozmawia z tobą
w tylko wam znanym języku
ni to modlitwa
ni prośba
ni kołysanka
odpowiadasz radością i uśmiechem
dajesz aniołowi
kolorową buźkę
przekomarzasz się
że jeszcze nie zaśniesz
że wszystko wokół
jest takie srebrne i dźwięczne
aż ci się kreci w głowie
próbujesz wyskubać nitkę
która łączy skrzydła
otulające cię puchem
a kiedy ją wyciągasz
opadają
chcesz je podnieść
na ramiona skrzydlatego gościa
ale są za ciężkie
jak twoje powieki
które też opadają